10 lat Greenway: prezes Maciej Gajewski zdradza, dlaczego ładowanie elektryka to inna usługa niż tankowanie stalinówki.

Drodzy czytelnicy! Jeśli kiedykolwiek podjechaliście na ładowarkę i po włożeniu wtyczki zastanawialiście się: „ile to mnie tym razem będzie kosztowało?”, to ten artykuł jest dokładnie dla Was. W najnowszym odcinku podcastu TechLove gościliśmy Macieja Gajewskiego – prezesa zarządu Greenway Polska, największej sieci ładowania samochodów elektrycznych w naszym kraju. Rozmowa trwała ponad godzinę i była tak dobra, że musiałem ją Wam streścić
Bo wiecie co? Za chwilę minie dokładnie 10 lat od uruchomienia pierwszej ładowarki Greenway (6 grudnia 2016). I to jest idealny moment, żeby porozmawiać o tym, co naprawdę kryje się za ceną kWh na słupku.
Od dwóch lat za darmo do „sprawdzam”
Na początku wszystko było za free. Dwa pierwsze lata Greenway był całkowicie darmowy, podobnie jak Orlen czy ładowarki pod Lidlem. Nie było nawet ram prawnych, żeby pobierać opłaty – ustawa o elektromobilności z lutego 2018 roku zmieniła wszystko. Greenway jako pierwszy w maju 2018 uruchomił płatności (1,85–1,89 zł/kWh za DC).
Maciej wspomina z uśmiechem: „Pamiętam te rozmowy w branży  czy w ogóle ma sens pobierać opłaty? Może powinno być zawsze za darmo?”. Szybko okazało się, że nie. Pojawili się taksówkarze, którzy blokowali ładowarki, biznesy taksówkarskie wyrosły na darmowym prądzie… a potem po wprowadzeniu opłat wiele z nich po prostu zniknęło.
Dziś? Jesteśmy w fazie „końcowej pogoni za wzrostem”. Rynek nie jest jeszcze dojrzały, ale już wchodzimy w etap konsolidacji. Dużo małych operatorów albo zostanie przejętych, albo zniknie. Zostaną najwięksi – ci, którzy mają infrastrukturę i kontrolę nad kosztami.
Dlaczego nie ma pylonu jak na stacji benzynowej?
To jedno z najczęstszych pytań, jakie słyszę od kierowców spalinówek. Podjeżdżasz na Orlen – widzisz cenę benzyny z 50 metrów. Podjeżdżasz na Greenway – łapiesz się za głowę. Odpowiedź jest prosta (i trochę skomplikowana jednocześnie): od samego początku ładowarki działały w modelu „chmurowym” i roamingu. Na jednej fizycznej ładowarce może być kilkunastu różnych dostawców usługi (Greenway, PlugSurfing, EloCity, karty producentów aut..). Każdy sprzedaje prąd po swojej cenie i z własną marżą.
Terminale płatnicze? Dopiero od dwóch lat są obowiązkowe na DC powyżej 50 kW i stanowią tylko 5% transakcji. 95% to wciąż aplikacje i karty RFID. Dlatego ceny potrafią się różnić nawet o 30–40% na tej samej wtyczce – w zależności od tego, czy masz abonament Greenway, kartę Mercedesa, BMW.
To jakby na tej stacji paliw Orlen sprzedawał Ci benzynę po cenie z aplikacji, a BP po cenie z karty flotowej, a Shell po cenie „bo mam lojalność”. I jeszcze każdy ma inny pylon. Czysty chaos. Ale za to masz w apce historię, statystyki i faktury. Komfort kontra prostota.
Plug & Charge? Święty Graal, ale skomplikowany
Maciej uchylił rąbka tajemnicy: tak, pracują nad tym. Ale to nie jest tak proste jak w Tesli (jeden producent, jeden system). Tu masz ładowarkę + auto + dostawcę + pośrednika (np. Hubject) + certyfikaty + standard ISO 15118. Tylko kilka modeli (głównie Porsche, Mercedes, BMW wyższych klas) ma już pełną funkcjonalność dwustronną.
Daszek? Wiaderko z wodą?
Dlaczego nie ma daszków nad każdą ładowarką i wiaderka z wodą? Maciej tłumaczy, że przy tysiącach pojedynczych punktów to po prostu nieopłacalne, bo stacjach ładowania w przeciwieństwie do stacji tankowanie nie ma stałej obsługi. Daszek da się ogarnąć (i będą się pojawiać coraz częściej na hubach), ale wiaderko? Wymiana wody kilka razy dziennie na 50 km od bazy na stacji która ma dwa złącza to już nie biznes, to filantropia. Na dużych hubach (6–12+ punktów) już zaczyna się opłacać – toalety, jedzenie, daszki. Tam będzie komfort jak na dobrej stacji benzynowej.
Z czego naprawdę składa się cena
Maciej tłumaczy, że kluczowy koszt to nie energia elektryczna, tylko dystrybucja. Dystrybucja + opłaty stałe za moc zamówioną + dzierżawa terenu + amortyzacja stacji transformatorowych + systemy IT + serwis + kradzieże kabli + podatek od nieruchomości… to wszystko razem stanowi nawet 75–80% ceny, którą płacisz.
Energia sama w sobie to maksymalnie 1/4 kosztów operatora. Dlatego tak ważna jest utylizacja – im więcej kWh przez daną ładowarkę przechodzi, tym niższy koszt jednostkowy. A w Polsce średnia utylizacja DC to kilka procent. Infrastruktura wyprzedziła auta. Kolejki? Mityczne. Maciej potwierdza: na większości hubów jesteś sam albo z jedną-dwiema osobami.
Abonamenty = realna oszczędność (i promocja na maj) Greenway ma dwa plany abonamentowe, ale wkrótce oferta będzie bardziej elastyczna. Już teraz możesz włączyć abonament tylko na wakacje i wyłączyć po powrocie-– choć jeszcze z małym haczykiem księgowym (miesiąc kalendarzowy). A teraz najlepsza wiadomość: od 1 maja przez cały miesiąc 20% zniżki dla wszystkich klientów z aplikacją/kartą Greenway. Z abonamentem Max → 1,68 zł/kWh  bez abonamentu (Energia Standard) → ok. 2,39 zł/kWh
To jedna z najatrakcyjniejszych cen w Polsce na majówkowe wyjazdy. Tradycja wakacyjnych promocji Greenway trwa i będzie kontynuowana.
Jesteśmy na początku, ale z dobrym przyspieszeniem
Greenway ma ogromny atut – super lokalizacje (galerie, centra miast, ale też coraz więcej hubów przy autostradach). Maciej mówi: nie wszystkie lokalizacje z pierwszych lat były idealne, ale to lekcja, którą branża odrobiła. Rynek elektromobilny w Polsce jest jednym z najbardziej „przewymiarowanych” w Europie względem liczby aut – ale to dobrze. Infrastruktura jest. Samochody dogonią. A ceny na ładowarkach z czasem spadną bo na razie płacimy nie za prąd, tylko za całą infrastrukturę, która nas wiozła do przyszłości.
Na razie.. warto mieć aplikację Greenway i łapać promocje.
Podziel się