Odkurzacze wet&dry maja swoich fanów i przeciwników – ja generalnie za nimi nie przepada ale może przekona mnie MOVA M50 Ultra. MOVA to marka, która ciągle zaskakuje prostotą połączoną z technologią, a ich nowości zawsze niosą jakąś innowację, która sprawia, że sprzątanie przestaje być nudnym obowiązkiem.
Teraz trafił do mnie produkt, na który czekałem odkurzacz, który naprawdę łączy świat suchych paprochów i mokrych plam w jednym, bez zbędnego żonglowania końcówkami czy wiaderkiem. MOVA M50 Ultra to pionowy odkurzacz wet&dry, który nie tylko ssie i myje, ale robi to z taką inteligencją, że czujesz się jak w przyszłości sprzątania. Urządzenie jest w kolorze czarnym, z matowym wykończeniem, które nie zbiera odcisków palców, a jego waga – około 5 kg z uchwytem – jest dobrze wyważona, dzięki czemu prowadzi się lekko, nawet po dłuższych sesjach, szczególnie, że jego wałek czyszczący niejako sam prowadzi urządzenie po podłodze. Na górze mamy czytelny wyświetlacz LED, który pokazuje status baterii, tryb pracy i komunikaty głosowe po polsku. Podstawa dokująca jest kompaktowa, a gumowe nóżki trzymają całość stabilnie na podłodze.
Serce tego modelu to potężna moc ssania na poziomie 22 000 Pa, wsparta naciskiem 20 N na podłogę, co oznacza, że radzi sobie z suchymi okruchami, sierścią kota czy zaschniętymi plamami po soki bez mrugnięcia okiem. Pojemność zbiorników 800 ml na czystą wodę jest całkiem wystarczająca i ma automatyczne dozowaniem detergentu. Na brudna wodę mamy 700 ml z oddzielnym przedziałem na odpady stałe. To pozwala na sprzątanie do 300 m2 na jednym ładowaniu – bateria daje pełne 40 minut ciągłej pracy, w domu z kilkoma pokojami to czysta ulga.
Mamy kilka trybów pracy z czego ja używałem dwóch: inteligentny, który sam wykrywa brud i dostosowuje ssanie oraz ilość wody oraz maksymalny do trudnych zabrudzeń. A co z krawędziami? Tu MOVA błyszczy technologią EdgeCoverage AI – ramię z skrobakiem dociera do ścian i listew bez centymetrowych przerw, zbierając wodę i brud bez smug. Zawsze mnie irytowały te niedomyte rogi, a tu problem znika.
Fantastyczny jest też uchwyt Flex-Master Pro – to składany i regulowany na wysokość 120-135 cm mechanizm, inspirowany ruchem nadgarstka, który kładzie na płasko. Dzięki temu wślizgniesz się pod łóżko czy sofę, bez utraty mocy ssania czy konieczności schylania. To rewolucja dla tych, co nienawidzą przesuwać mebli – po prostu pchnij do przodu lub do tyłu, a urządzenie samo dostosuje się do powierzchni. Rolka mopująca jest miękka, ale skuteczna, a po sesji stacja dokująca robi resztę: samooczyszczanie wrzącą wodą w 100°C (z 99,9% sterylizacją i dodatkowym płukaniem), a potem szybkie suszenie gorącym powietrzem 90°C w zaledwie 5 minut.
Wilgoć? Zero pleśni, zero zapachów – filtr i wkład dezodoryzujący dbają o świeżość.
Hałas? Między 63 a 72 dBA, czyli cicho jak na taką moc, możesz sprzątać, gdy dzieci śpią.
Sterowanie to bajka, choć z małym haczykiem. Podłączasz do aplikacji MOVAhome przez Wi-Fi (tylko 2,4 GHz), a tam masz pełną kontrolę: planowanie sesji, monitorowanie postępów w czasie rzeczywistym, przypomnienia o czyszczeniu i statystyki użycia. Co więcej, jest tryb „Hands-off Cleaning” – zdalne sterowanie ruchem, jakbyś prowadził miniaturowy samochodzik. Przydatne do domycia kąta pod schodami bez wstawania z kanapy.
Po dwóch tygodniach testów w domu pełnym sierści kota i rozlewanych soków, MOVA M50 Ultra to dla mnie spore pozytywne zaskoczenie. Po pierwsze, skuteczny – podłogi lśnią po myciu czystą wodą, schną błyskawicznie bez kałuż, a stare zabrudzenia schodzą bez szorowania. Po drugie, wygodny – składany uchwyt i lekki chód sprawiają, że sprzątanie to nie męczarnia, a stacja samooczyszcza się bez Twojego udziału. Po trzecie, solidnie wykonany z plastiku i aluminium, które wytrzyma codzienne wrzucanie do szafy. I po czwarte, dobrze wyceniony, zwłaszcza teraz na Black Friday, gdzie za niecałe 1700 zł dostajesz sprzęt premium, który zastąpi dwa urządzenia. To technologia w wydaniu Techlove, czyli taka, którą można pokochać – sprząta za Ciebie, a Ty tylko cieszysz się czystością.




