Jedna karta do Tesli wystarczy, żeby ładować na stacjach innych operatorów – a czasem nawet taniej niż w ich własnej aplikacji
Tesla coraz mocniej wchodzi w świat ładowania w Polsce. Otwiera nowe Superchargery (także dla aut spoza marki), a teraz właśnie uruchomiła Tesla MultiPass – usługę, dzięki której zwykła karta RFID do otwierania Twojej Tesli staje się uniwersalną kartą płatniczą na ładowarkach wielu innych operatorów.
Działa to genialnie prosto. W aplikacji Tesli włączasz usługę MultiPass (Ładowanie -> Zarządzaj płatnością -> Tesla MultiPass) za pomocą telefonu programujesz kartę RFiD do otwierania drzwi Tesli tak aby działała jako karta do ładowania auta. Płatności pobierają się z karty podpiętej pod konto Tesli, anajwiększa wygoda, wszystko rozlicza się na jednej fakturze z Tesli. N
Na mapie jest już całkiem sporo punktów. Niestety nie ma jeszcze GreenWay ani Orlenu, ale za to pojawiają się m.in. PowerDot, Lidl, Tauron, Moya, Hazel, ChargeEuropa czy Elocity. I tu robi się naprawdę ciekawie.
Ceny? Różnie. Czasem są wyższe niż przy płatności bezpośrednio w aplikacji operatora, ale czasem są wyraźnie niższe. Przykładowo na jednej ze stacji Elocity zamiast 2,95 zapłacimy za pomocą Tesli 2,21 z kWh. Podobnie jest w Moya czy u Lidla. To nie jest regułą, ale fakt, że przy niektórych operatorach wychodzisz lepiej, robi robotę. Ludzie jeżdżą na drugi koniec miasta, żeby zatankować 10 groszy taniej, a tu masz szansę oszczędzać bez wychodzenia z auta i bez kolejnej apki w telefonie.
MultiPass wystartował najpierw w Holandii, potem w UK, Szwecji, Niemczech, Francji i Belgii – a teraz wreszcie dotarł do Polski. I szczerze? To kolejny krok Tesli, który pokazuje, że nie chodzi już tylko o sprzedaż samochodów, ale o budowanie całego ekosystemu ładowania, który jest po prostu wygodniejszy.
Jak dla mnie – game changer dla każdego użytkownika Tesli (i nie tylko). Jedna karta, jedna aplikacja, często niższa cena i zero stresu. To jest właśnie technologia w wydaniu Techlove – taka, którą można pokochać.


