Baseus PicoGo AM52 Qi2.2 – Mały power bank, duże możliwości

Power bank to jedno z tych akcesoriów, które doceniamy najbardziej wtedy, gdy naprawdę go potrzebujemy.Podczas podróży, dłuższego dnia poza domem czy intensywnego korzystania ze smartfona dodatkowa energia może okazać się nieoceniona. Problem w tym, że klasyczne power banki często są duże, ciężkie i niezbyt wygodne w codziennym użytkowaniu.

Baseus PicoGo AM52 Qi2.2 podchodzi do tego tematu nieco inaczej. To kompaktowy power bank wyposażony w bezprzewodowe ładowanie zgodne ze standardem Qi2.2, który został zaprojektowany przede wszystkim z myślą o mobilności. Magnetyczne mocowanie pozwala korzystać z dodatkowego źródła energii bez konieczności ciągłego sięgania po kabel, a niewielka pojemność sprawia, że urządzenie może bez większego problemu towarzyszyć nam na co dzień.

W praktyce liczy się jednak nie tylko sama specyfikacja. Równie ważne są wymiary i waga urządzenia, wygoda korzystania z magnetycznego mocowania, szybkość ładowania oraz rzeczywista wydajność podczas codziennego użytkowania. Sprawdziłem więc, jak Baseus PicoGo AM52 Qi2.2 radzi sobie w praktyce i czy rzeczywiście może być ciekawą alternatywą dla tradycyjnych power banków.

Czas sprawdzić, co potrafi kompaktowy Baseus PicoGo AM52 Qi2.2 i czy warto mieć go zawsze przy sobie.

Kompaktowa konstrukcja

Jedną z najważniejszych cech tego modelu są oczywiście jego gabaryty. Power bank nie należy do najcieńszych konstrukcji, ale jednocześnie trudno nazwać go przesadnie grubym. Moim zdaniem producent znalazł tutaj całkiem rozsądny kompromis. Nie lubię, gdy niewielki sprzęt, który z założenia ma być mobilny, zaczyna przypominać małą cegłę. W przypadku PicoGo AM52 nie ma takiego problemu – jego obudowa jest wyraźnie wyczuwalna w dłoni, ale nie sprawia wrażenia przesadnie masywnej.

W przeszłości na rynku pojawiało się sporo power banków o konstrukcji przypominającej tradycyjne, większe banki energii. Były one często nie tylko szerokie, ale również stosunkowo grube, przez co ich transport w kieszeni czy małej torbie nie należał do szczególnie wygodnych. Tutaj sytuacja wygląda nieco inaczej. PicoGo AM52 plasuje się gdzieś pomiędzy smukłym, kieszonkowym power bankiem a większym bankiem energii przeznaczonym do bardziej wymagających zastosowań.

W tym przypadku nie traktuję tego jednak jako wady. Trzeba pamiętać, że mamy do czynienia z urządzeniem o pojemności 5000 mAh, które nie ma zastępować klasycznego power banku o dużej pojemności. Jego zadanie jest nieco inne – ma przede wszystkim zapewnić dodatkową porcję energii wtedy, gdy smartfon zaczyna się rozładowywać, a dostęp do gniazdka jest utrudniony. W takim zastosowaniu kompaktowe wymiary są zdecydowanie ważniejsze niż możliwość wielokrotnego ładowania telefonu.

Podczas codziennego użytkowania jego gabaryty nie przeszkadzają więc szczególnie, a dodatkowa grubość wydaje się uzasadnionym kompromisem. Ostatecznie lepiej mieć przy sobie niewielki i poręczny bank energii, który faktycznie można łatwo zabrać ze sobą, niż większą konstrukcję o znacznie większej pojemności, której z czasem zaczniemy unikać właśnie ze względu na jej rozmiary.

Jakość wykonania

Rozsądne wymiary to jedno, ale w przypadku niewielkiego akcesorium równie ważne jest to, jak zostało ono wykonane. Pod tym względem Baseus PicoGo AM52 wypada bardzo dobrze. Już pierwszy kontakt z urządzeniem pozwala odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z solidnie zaprojektowanym sprzętem.

Większość obudowy wykonano z aluminium, dzięki czemu power bank sprawia wrażenie odpowiednio sztywnego i wytrzymałego. Nie jest to jednak konstrukcja wykonana w całości z metalu – w kilku miejscach znalazło się również tworzywo sztuczne oraz materiał gumowy, który pełni tutaj konkretną funkcję.

Gumowy element umieszczono na powierzchni odpowiedzialnej za przytwierdzenie power banku do plecków smartfona. Dzięki wykorzystaniu MagSafe lub Pixelsnap urządzenie może stabilnie trzymać się telefonu, a zastosowany materiał dodatkowo poprawia przyczepność i ogranicza ryzyko przesuwania się akcesorium podczas korzystania ze smartfona. To rozwiązanie jest praktyczne, choć ma również pewien minus, który dość szybko można zauważyć podczas codziennego użytkowania.

Gumowa powierzchnia ma tendencję do zbierania zabrudzeń. Szczególnie widoczne staje się to wtedy, gdy power bank nosimy luzem w kieszeni spodni czy kurtki. Materiał łatwo łapie drobinki kurzu, włókna z ubrań oraz inne niewielkie zanieczyszczenia, przez co po pewnym czasie nie wygląda już tak czysto jak po wyjęciu z pudełka. Na szczęście nie jest to problem, który w istotny sposób wpływa na funkcjonalność urządzenia, a samą powierzchnię można stosunkowo łatwo oczyścić.

Co ważne, niedogodność ta praktycznie znika, jeśli power bank przechowujemy w plecaku, torbie czy sling bagu. W takim przypadku gumowy element pozostaje znacznie czystszy, a dodatkowo urządzenie jest lepiej zabezpieczone przed kontaktem z innymi przedmiotami. Można więc powiedzieć, że jest to raczej drobna niedogodność wynikająca z zastosowanego materiału niż poważna wada konstrukcyjna.

Ogólnie jednak trudno mieć większe zastrzeżenia do jakości wykonania. Połączenie aluminium z tworzywem sztucznym i gumowymi elementami dobrze sprawdza się w praktyce, a całość jest odpowiednio spasowana i sprawia wrażenie sprzętu, który powinien bez problemu poradzić sobie z codziennym użytkowaniem.

Stonowany design

Solidna konstrukcja idzie tutaj w parze z dość zachowawczym wzornictwem. W przypadku smartfonów zazwyczaj wybieram kolory inne niż te najbardziej podstawowe, czyli czerń lub biel. Lubię, gdy telefon trochę wyróżnia się na tle innych modeli. W przypadku power banku mam jednak zupełnie inne podejście. Tutaj zdecydowanie bardziej zależy mi na tym, aby akcesorium nie rzucało się w oczy i nie przyciągało niepotrzebnie uwagi.

PicoGo AM52 spełnia ten warunek. Większość obudowy utrzymano w czarnej kolorystyce, dzięki czemu power bank jest bardzo stonowany i uniwersalny. Nie wyróżnia się szczególnie, gdy leży na biurku, znajduje się w torbie czy jest podłączony do smartfona. Dla mnie to zaleta – power bank ma być przede wszystkim praktycznym dodatkiem, a nie elementem, który od razu rzuca się w oczy.

Wersja w bardziej wyrazistym kolorze, na przykład pomarańczowym, z pewnością prezentowałaby się ciekawiej, ale jednocześnie byłaby znacznie bardziej zauważalna. W przypadku tego typu akcesorium wolę jednak dyskretny wygląd, dlatego czarna wersja dobrze wpisuje się w moje oczekiwania.

Szkoda natomiast, że producent zdecydował się na tak subtelne oznaczenie swojej marki. Logotyp jest niemal niewidoczny i trzeba się nieco przyjrzeć, aby go dostrzec. Z jednej strony dobrze współgra to z minimalistycznym charakterem urządzenia, z drugiej jednak utrudnia szybkie rozpoznanie producenta. Przy kilku podobnych akcesoriach leżących obok siebie trudno byłoby na pierwszy rzut oka wskazać, który z nich pochodzi właśnie od tej marki.

Nie jest to jednak szczególnie istotny problem. Jeśli decydujemy się na konkretny model, jego identyfikacja nie będzie trudna – wystarczy spojrzeć na pudełko lub opakowanie. Poza tym dyskretne oznaczenie ma również swoją zaletę: urządzenie wygląda bardziej elegancko i nie sprawia wrażenia produktu, który za wszelką cenę chce eksponować logo producenta.

Pod względem stylistyki jest więc dość zachowawczo, ale moim zdaniem w przypadku tego typu akcesorium sprawdza się to bardzo dobrze. Czarna kolorystyka jest uniwersalna, łatwo komponuje się ze smartfonami w różnych kolorach, a jednocześnie sprawia, że power bank pozostaje dyskretnym dodatkiem do zestawu.

Prosty wskaźnik naładowania

Skoro konstrukcja PicoGo AM52 jest nastawiona na prostotę i mobilność, podobne podejście widać również w sposobie prezentowania poziomu naładowania. Informacja o ilości pozostałej energii jest przekazywana za pomocą małych diod LED. To rozwiązanie dobrze znane z klasycznych banków energii, ale w tym przypadku sprawdza się zaskakująco dobrze.

Diody pozwalają szybko zorientować się, ile energii pozostało w urządzeniu, a jednocześnie nie zajmują dodatkowego miejsca i nie wpływają na jego konstrukcję. W przypadku niewielkiego power banku trudno oczekiwać, aby konieczne było stosowanie bardziej rozbudowanego systemu.

Na rynku coraz częściej można spotkać power banki wyposażone w niewielkie ekrany, które pokazują dokładny poziom naładowania, a czasem również inne informacje, takie jak aktualna moc ładowania czy napięcie. Na papierze wygląda to atrakcyjnie, jednak nie zawsze przekłada się na lepsze wrażenia z użytkowania. W przypadku niewielkich urządzeń tego typu dodatkowy ekran potrafi zaburzyć minimalistyczne wzornictwo, a jego wykonanie często pozostawia sporo do życzenia. Niewielkie wyświetlacze nie zawsze są odpowiednio czytelne, a ich jakość wizualna potrafi wyraźnie odstawać od reszty obudowy.

Diody LED mogą więc wydawać się rozwiązaniem rodem z czasów pierwszych power banków, ale w przypadku tak kompaktowego urządzenia uważam je za bardziej praktyczny wybór. Są proste, dyskretne i spełniają swoje podstawowe zadanie bez niepotrzebnego komplikowania konstrukcji. Nie próbują na siłę dodawać kolejnej funkcji, która w praktyce może okazać się bardziej efektowna niż użyteczna.

Dodatkową zaletą jest spójność z wyglądem całego urządzenia. Diody nie dominują nad obudową i nie odciągają uwagi od jej minimalistycznego charakteru. Wystarczy krótkie spojrzenie, aby sprawdzić orientacyjny poziom energii, a przecież właśnie tego oczekuję od tego typu wskaźnika. Nie potrzebuję dokładności co do pojedynczego procenta, szczególnie w power banku o pojemności 5000 mAh.

Ostatecznie trudno więc uznać brak ekranu za wadę. Wręcz przeciwnie – w tak małym urządzeniu klasyczne diody LED wydają się rozwiązaniem bardziej przemyślanym. Są mniej efektowne, ale za to proste, czytelne i dobrze wpisują się w charakter całej konstrukcji.

Mocne mocowanie magnetyczne

Minimalistyczna konstrukcja i proste rozwiązania nie byłyby jednak wiele warte, gdyby PicoGo AM52 nie radził sobie z podstawowym zadaniem, czyli stabilnym połączeniem ze smartfonem. W przypadku magnetycznego power banku siła zastosowanych magnesów ma ogromne znaczenie. Nawet najlepsze parametry ładowania nie będą miały większego znaczenia, jeśli urządzenie będzie odczepiało się od telefonu przy każdym ruchu.

Podczas testów korzystałem z power banku zarówno z iPhone’em 17 Pro, jak i Xiaomi 17T Pro. W obu przypadkach smartfony znajdowały się w etui kompatybilnych z MagSafe. Mimo dodatkowej warstwy materiału pomiędzy telefonem a power bankiem połączenie było stabilne. Urządzenie pewnie trzymało się plecków smartfonów i podczas normalnego użytkowania ani razu nie zdarzyło mi się, aby niespodziewanie odpadło.

To szczególnie istotne, gdy korzystamy z telefonu w ruchu, trzymamy go w jednej dłoni albo odkładamy na chwilę na biurko. W takich sytuacjach nie chcemy zastanawiać się, czy power bank za moment zsunie się ze smartfona.

W przypadku iPhone’a 17 Pro sprawa jest jeszcze prostsza. Smartfon ma natywnie wbudowany system MagSafe, dlatego do korzystania z magnetycznego power banku nie potrzebujemy dodatkowego etui. Oczywiście odpowiednie etui może być przydatne ze względów ochronnych, ale sam mechanizm magnetycznego mocowania działa bezpośrednio z telefonem.

Nieco inaczej wygląda sytuacja w przypadku Xiaomi 17T Pro. Tutaj odpowiednie etui jest w zasadzie koniecznością, jeśli chcemy korzystać z magnetycznego mocowania i bezprzewodowego ładowania. Sam smartfon nie oferuje natywnego odpowiednika MagSafe, dlatego bez odpowiedniego etui lub dodatkowego pierścienia magnetycznego power bank nie będzie miał się czego pewnie trzymać. W praktyce oznacza to, że użytkownicy tego modelu muszą pamiętać o dobraniu odpowiedniego akcesorium.

To pokazuje, jak duże znaczenie ma kompatybilność magnetyczna w przypadku tego typu urządzeń. Samo określenie „MagSafe compatible” nie wystarczy – równie ważna jest odpowiednia siła magnesów i stabilność całego połączenia. PicoGo AM52 wypada pod tym względem bardzo dobrze. Mocne magnesy dają poczucie pewności, a power bank pozostaje na swoim miejscu nawet wtedy, gdy korzystamy ze smartfona w bardziej dynamiczny sposób.

W mojej ocenie jest to jeden z najważniejszych elementów całej konstrukcji. Magnetyczny power bank ma być przede wszystkim wygodny – przykładamy go do telefonu i możemy korzystać z obu urządzeń bez ciągłego zastanawiania się, czy za chwilę nie odpadnie. W PicoGo AM52 właśnie tak to wygląda, a podczas testów z dwoma różnymi smartfonami i etui MagSafe mocowanie nie sprawiło mi żadnych problemów.

5000 mAh – ile energii naprawdę dostajemy?

Skoro mocowanie magnetyczne działa tak dobrze, warto przejść do najważniejszej kwestii z punktu widzenia power banku, czyli ilości dostępnej energii. Pojemność 5000 mAh na papierze nie robi szczególnie dużego wrażenia, zwłaszcza jeśli porównamy PicoGo AM52 z klasycznymi power bankami oferującymi 10 000, 20 000 mAh, a nawet więcej.

Warto jednak pamiętać, że mamy tutaj do czynienia z niewielkim, magnetycznym akcesorium, którego głównym zadaniem nie jest wielokrotne ładowanie smartfona od zera do pełna. W przypadku ładowania bezprzewodowego dochodzą dodatkowo straty energii, dlatego rzeczywista ilość energii przekazana do baterii telefonu będzie niższa od wartości wynikającej z samej pojemności ogniwa.

Z drugiej strony zwiększenie pojemności do 10 000 mAh oznaczałoby konieczność zastosowania większego akumulatora, a co za tym idzie – również większej i grubszej obudowy. W przypadku magnetycznego power banku byłby to dość istotny kompromis. Cały sens takiego urządzenia polega przecież na tym, aby można było łatwo przyczepić je do smartfona i korzystać z obu sprzętów bez noszenia ze sobą dużego, ciężkiego banku energii.

Dlatego 5000 mAh należy tutaj traktować bardziej jako rozsądny kompromis niż próbę konkurowania z dużymi power bankami pod względem pojemności. PicoGo AM52 ma być mały, poręczny i zawsze dostępny wtedy, gdy telefon zaczyna potrzebować dodatkowej energii.

Ładowanie przewodowe i bezprzewodowe

Przy 5000 mAh trudno oczekiwać pełnego naładowania każdego smartfona, szczególnie bezprzewodowo. W przypadku iPhone’a 17 Pro sytuacja wygląda nieco lepiej przy korzystaniu z przewodowego ładowania. W sprzyjających warunkach PicoGo AM52 jest w stanie zapewnić jedno niemal pełne ładowanie, choć oczywiście dokładny wynik zależy między innymi od strat energii, temperatury oraz tego, czy w czasie ładowania nadal korzystamy ze smartfona.

Inaczej wygląda to w przypadku Xiaomi 17T Pro, który wyposażono w zauważalnie większą baterię. Tutaj 5000 mAh nie wystarczy do pełnego uzupełnienia energii nawet przy ładowaniu przewodowym. Nie traktowałbym tego jednak jako wady samego power banku – jego niewielka pojemność jest bezpośrednią konsekwencją kompaktowej konstrukcji i magnetycznego charakteru urządzenia.

W praktyce najważniejsze jest więc to, w jakim celu sięgamy po taki power bank. PicoGo AM52 najlepiej sprawdza się jako awaryjne źródło energii, które ma przede wszystkim zapobiec całkowitemu rozładowaniu smartfona. Podczas zwiedzania, długiego korzystania z nawigacji, robienia zdjęć czy intensywnego używania telefonu możliwość szybkiego podłączenia dodatkowych kilku czy kilkunastu procent może okazać się znacznie ważniejsza niż możliwość jednokrotnego naładowania baterii do 100%.

Właśnie w takim scenariuszu PicoGo AM52 ma najwięcej sensu. Nie zastąpi dużego power banku podczas kilkudniowego wyjazdu, ale może uratować sytuację, gdy poziom baterii zacznie niebezpiecznie zbliżać się do zera. Czasem wystarczy przecież dodatkowe kilkanaście procent, aby spokojnie dotrzeć do hotelu, znaleźć gniazdko albo dokończyć zwiedzanie bez nerwowego szukania ładowarki.

Jeden port USB-C

Mobilność ma jednak swoją cenę i w przypadku tego modelu widać to również w liczbie dostępnych złączy. PicoGo AM52 wyposażono tylko w jeden port USB-C, co oznacza, że nie ma możliwości jednoczesnego ładowania kilku urządzeń.

Przy takiej pojemności nie jest to jednak szczególnie dotkliwa wada. Próba podzielenia ograniczonej ilości energii pomiędzy dwa smartfony i tak nie miałaby większego sensu. Znacznie bardziej realistyczny scenariusz to ładowanie smartfona oraz później, już jedno po drugim, słuchawek czy smartwatcha.

PicoGo AM52 został więc zaprojektowany przede wszystkim z myślą o jednym urządzeniu i właśnie w takim zastosowaniu jego 5000 mAh ma największe uzasadnienie. Jeśli ktoś potrzebuje power banku do jednoczesnego zasilania kilku sprzętów, powinien raczej zainteresować się większą konstrukcją wyposażoną w większą baterię i większą liczbę portów.

Ostatecznie pojemność trzeba oceniać w kontekście rozmiaru i przeznaczenia. 5000 mAh nie jest wartością imponującą, ale w przypadku tak małego, magnetycznego power banku trudno byłoby oczekiwać znacznie większej pojemności bez rezygnacji z jego największej zalety – kompaktowej konstrukcji i wygody użytkowania.I właśnie przez taki pryzmat najlepiej patrzeć na PicoGo AM52: nie jako zamiennik dużego banku energii, lecz jako niewielkie i zawsze gotowe do działania zabezpieczenie na moment, w którym smartfon zaczyna domagać się dodatkowej energii.

Podsumowanie

Baseus PicoGo AM52 Qi2.2 to power bank, który nie próbuje konkurować z dużymi bankami energii pojemnością. Jego największą zaletą jest przede wszystkim kompaktowa konstrukcja, magnetyczne mocowanie oraz wygoda korzystania z dodatkowego źródła energii bez konieczności ciągłego sięgania po kabel. I właśnie przez taki pryzmat należy oceniać ten model.

Na plus z pewnością należy zaliczyć bardzo dobrą jakość wykonania, aluminiową obudowę, minimalistyczny wygląd oraz mocne magnesy, które podczas testów zapewniały stabilne połączenie zarówno z iPhone’em 17 Pro, jak i Xiaomi 17T Pro wyposażonym w odpowiednie etui. Prosty system diod LED również dobrze pasuje do charakteru urządzenia – zamiast zbędnego ekranu otrzymujemy czytelny i praktyczny wskaźnik poziomu energii.

Największym ograniczeniem pozostaje oczywiście pojemność 5000 mAh. Nie jest to power bank przeznaczony do wielokrotnego ładowania smartfona czy zasilania kilku urządzeń przez długi czas. Przy ładowaniu bezprzewodowym dodatkowo trzeba liczyć się ze stratami energii, dlatego nie należy oczekiwać pełnego naładowania każdego telefonu. W przypadku większych baterii, takich jak ta zastosowana w Xiaomi 17T Pro, możliwości PicoGo AM52 są jeszcze bardziej ograniczone. Jeden port USB-C również jasno pokazuje, że mamy tutaj do czynienia przede wszystkim z akcesorium dla jednego urządzenia.

Nie traktuję tego jednak jako poważnej wady. PicoGo AM52 ma inne zadanie niż klasyczny power bank o pojemności 10 000 czy 20 000 mAh. Ma być niewielkim zabezpieczeniem na sytuacje awaryjne – podczas podróży, zwiedzania, korzystania z nawigacji, robienia zdjęć czy po prostu długiego dnia poza domem. Dodatkowe kilkanaście lub kilkadziesiąt procent baterii może w takich momentach być znacznie cenniejsze niż duża pojemność, którą musielibyśmy nosić w znacznie większej obudowie.

Ostatecznie Baseus PicoGo AM52 Qi2.2 to ciekawa propozycja dla osób, które cenią mobilność i wygodę bardziej niż maksymalną pojemność. Nie zastąpi dużego power banku podczas dłuższego wyjazdu, ale jako kompaktowe akcesorium do codziennego noszenia sprawdza się bardzo dobrze. Mocne mocowanie magnetyczne, solidna konstrukcja i niewielkie rozmiary sprawiają, że łatwo mieć go zawsze przy sobie. Jeśli więc szukamy przede wszystkim awaryjnego źródła energii, które nie będzie kolejnym ciężkim urządzeniem w plecaku czy kieszeni, PicoGo AM52 jest rozwiązaniem wartym rozważenia.