1338 km na jednym ładowaniu! Audi A6 e-tron z rekordem Guinnessa

1338 km na jednym ładowaniu – niewiarygodny wyczyn w polskim ruchu

Kiedy słyszysz o przejechaniu ponad 1300 kilometrów samochodem elektrycznym bez podłączania go do ładowarki, pierwszą myślą jest zazwyczaj: „Pewnie jeździli po zamkniętym torze ze stałą prędkością 30 km/h”. Nic z tych rzeczy. Ten niesamowity wynik to oficjalny rekord Guinnessa, który został ustanowiony na naszych rodzimych, publicznych drogach, w absolutnie normalnym ruchu miejskim i pozamiejskim.

1338 km na jednym ładowaniu! Audi A6 e-tron z rekordem Guinnessa

Za kierownicą seryjnego Audi A6 Sportback e-tron performance usiadł nie kto inny jak Mikołaj Marczyk – utalentowany kierowca rajdowy, który udowodnił już wcześniej, że ma niesamowite wyczucie oszczędności. Przypomnijmy, że Marczyk zasłynął wcześniej ustanowieniem innego rekordu, przejeżdżając spalinową Škodą Octavia aż 2831 km na jednym zbiorniku paliwa (choć w kontekście spalinowym wspominano też o modelu Superb). Tym razem postanowił przenieść te doświadczenia do świata elektromobilności i sprawdzić, jak daleko zawiezie go najnowsza technologia z Ingolstadt.

Trasa przez całą Polskę: od Zakopanego aż po Hel i powrót

Cała próba rozpoczęła się pod Tatrami. W pełni naładowane Audi A6 e-tron wystartowało z Zakopanego, a trasa prowadziła przez Kraków, Sandomierz, Puławy, Warszawę, Płock, Włocławek, Toruń, Grudziądz oraz Trójmiasto, aż na sam koniec Półwyspu Helskiego. Na Helu licznik wskazywał już gigantyczny dystans ponad 1000 km, ale w akumulatorach wciąż znajdowały się spore zapasy energii. Załoga podjęła więc decyzję o powrocie w kierunku centrum Polski.

Ostatecznie samochód odmówił posłuszeństwa i zatrzymał się dopiero na drodze pomiędzy Toruniem a Ciechocinkiem. Ostateczny, oficjalnie zweryfikowany wynik to imponujące 1338 kilometrów i 690 metrów. Dotychczasowy światowy rekord wynosił 1205 km, został więc pobity z bardzo dużą nawiązką.

Jak to możliwe? Anatomiczne wręcz podejście do ecodrivingu

Średnie zużycie energii podczas tego przejazdu wyniosło niewiarygodne 7,09 kWh na 100 km. Aby uzmysłowić sobie, jak niski jest to wynik, wystarczy wspomnieć, że w standardowym teście przy prędkościach ekspresowych czy autostradowych (gdzie tempomat ustawiony jest na 120 km/h), Audi A6 e-tron zużywa w granicach 21-23 kWh/100 km, a w spokojniejszej trasie około 16,5-18 kWh/100 km. W zimowych warunkach przy temperaturach bliskich zeru realny zasięg tego auta w normalnej eksploatacji wynosi bezpieczne 400-500 km.

Jak zatem udało się zejść do poziomu około 7 kWh? Odpowiedź kryje się w ekstremalnym stosowaniu zasad ecodrivingu, ale też sporych poświęceniach. Prędkość przelotowa poza miastami rzadko przekraczała 50 km/h, a trasa została tak zaplanowana, by wykorzystać optymalną wydajność napędu w gęstym ruchu, np. w piątkowy szczyt w Warszawie. Co więcej – i tu moje własne przemyślenie na temat tego wyczynu – wymagało to od kierowcy potężnej determinacji. Cała trasa została pokonana bez włączonego ogrzewania oraz bez nawiewów i wentylatorów! Każdy, kto jeździł elektrykiem z wyłączoną klimatyzacją zimą czy chłodną jesienią zna ten ból, gdy szyby zaczynają parować, a w kabinie robi się nieprzyjemnie. Tutaj liczona była jednak każda pojedyncza watogodzina.

Infrastruktura to nie problem – to była kwestia wyboru

Ciekawym wątkiem tej podróży jest fakt, że na samej trasie przejazdu załoga minęła tuż przy drodze blisko 30 stacji Orlen Charge, a w promieniu zaledwie 10 km od tras przelotu było ich ponad 300. Pobicie rekordu nie wynikało więc z konieczności i braku możliwości naładowania auta na trasie, ale z chęci pokazania czystej wydajności skrajnie dopracowanej aerodynamiki i technologii. Patrząc czysto ekonomicznie: przy tym ekscentrycznym zużyciu, koszt przejechania 100 km na płatnej szybkiej ładowarce wyniósł zaledwie około 20 zł.

Audi A6 e-tron udowadnia, jak ogromny skok jakościowy dokonał się na platformie PPE z instalacją 800V. Podczas gdy w codziennym użytkowaniu na trasie Warszawa-Zakopane czy przejazdach autostradowych kluczowa jest superszybka moc ładowania dochodząca do 270 kW (pozwalająca uzupełnić energię na 300 km w kilkanaście minut), tak próba Mikołaja Marczyka pokazała absolutne granice sprawności elektrycznego napędu. To seryjnie sprzedawany samochód, a nie laboratoryjna kapsuła ze sklejki.

Zdjęcia i relację z tego wyjątkowego przejazdu możecie zobaczyć w oficjalnym wpisie na Instagramie: https://www.instagram.com/p/DdoKkC3DULl/?img_index=1

Podsumowanie

Czy ktoś z nas będzie na co dzień jeździł Audi A6 e-tron bez ogrzewania z prędkością 45 km/h? Oczywiście, że nie. Jednak sam fakt, że seryjny limuzynowy elektryk jest w stanie wycisnąć z jednej baterii 1338 km pokazuje, że narzekanie na zasięgi w najnowszych generacjach aut EV powoli przestaje mieć jakiekolwiek uzasadnienie techniczne. Dziś ograniczeniem bywa jedynie nasza cierpliwość oraz zagęszczenie najszybszych ładowarek przy mniej uczęszczanych trasach – bo sam samochód potrafi już więcej, niż niejedno auto spalinowe.