Gdy gasną gwiazdy. Dlaczego warto zanurzyć się w The Relic: First Guardian?

The Relic: First Guardian od Project Cloud Games, wydane przez Perp Games, to produkcja, która od początku wzbudzała zainteresowanie przede wszystkim swoim mrocznym światem, dużą liczbą bossów i mechaniką inspirowaną gatunkiem Soulslike. Gra miała pierwotnie zadebiutować w maju, jednak premierę przesunięto, aby twórcy mieli więcej czasu na dopracowanie produkcji.

Po spędzeniu z nią wielu godzin na Xbox Series X trudno jednak nie zauważyć, że dodatkowy czas nie rozwiązał wszystkich problemów. Jednocześnie The Relic: First Guardian nie jest produkcją pozbawioną ciekawych pomysłów. System reliktów, nietypowe podejście do staminy, brak klasycznego systemu poziomów oraz duża liczba bossów tworzą interesującą podstawę. Problemem pozostaje przede wszystkim jakość wykonania poszczególnych elementów.

Klasyczne dark fantasy bez większych niespodzianek

Fabuła The Relic: First Guardian wykorzystuje wiele dobrze znanych motywów dark fantasy. Wielka Relikwia, która przez lata chroniła królestwo Arsiltus, zostaje zniszczona. Na świat spada pustka, kraina zaczyna pogrążać się w chaosie, a my wcielamy się w ostatniego Strażnika.

Naszym zadaniem jest odnalezienie fragmentów Relikwii i przywrócenie światu dawnego porządku.

To prosty punkt wyjścia, który sam w sobie nie musi być wadą. Wiele gier korzysta z podobnych schematów i potrafi zbudować wokół nich interesujące historie. W przypadku The Relic: First Guardian zabrakło mi jednak odpowiednio mocnego rozwinięcia tego pomysłu.

Gra stawia przede wszystkim na mroczną atmosferę, fragmentaryczne historie i lore rozsiane po świecie. Niektóre z tych elementów potrafią zainteresować, ale całość nie zawsze działa równie dobrze.

Dialogi i narracja

Jednym z bardziej nietypowych elementów są dialogi głosowe uruchamiane podczas przemierzania świata.

Sama idea jest ciekawa, ale sposób jej wykorzystania potrafi przeszkadzać. Postacie zaczynają mówić w różnych momentach eksploracji, a gracz nie zawsze ma pełną kontrolę nad tym, kiedy rozmowa się rozpocznie i zakończy.

Zdarzają się również sytuacje, w których dialogi wpływają na możliwość kontrolowania postaci. W dynamicznej grze akcji może to być problematyczne, szczególnie gdy rozmowa rozpoczyna się w pobliżu przeciwników.

To rozwiązanie mogłoby działać lepiej, gdyby narracja była mniej inwazyjna i dawała graczowi większą kontrolę.

Soulslike? Nie do końca

The Relic: First Guardian może na pierwszy rzut oka przypominać klasycznego Soulslike’a, ale w praktyce jest to bardziej hybryda action RPG i produkcji inspirowanej tym gatunkiem.

Mamy tutaj pasek staminy, ale służy on przede wszystkim do wykonywania uników i działań defensywnych. Ataki nie zużywają staminy, dlatego walka jest bardziej ofensywna niż w wielu klasycznych Soulslike’ach.

Śmierć również nie wiąże się z utratą waluty, a przeciwnicy nie zachowują się dokładnie tak, jak w typowych przedstawicielach gatunku.

To ważna różnica, ponieważ The Relic: First Guardian nie próbuje kopiować formuły jeden do jednego. Twórcy zdecydowali się na własne rozwiązania, choć nie wszystkie są równie udane.

Walka ma ciekawe założenia, ale wymaga przyzwyczajenia

System walki jest jednym z najbardziej charakterystycznych elementów gry.

Unik działa bardziej jak gwałtowny doskok niż klasyczny przewrót. Pozwala szybko zmienić pozycję, ale czasami jego odległość może być trudna do przewidzenia, szczególnie w pobliżu krawędzi terenu.

Sterowanie również wymaga przyzwyczajenia, a początkowe rozmieszczenie części przycisków nie każdemu przypadnie do gustu. W dodatku w grze zdarzały się problemy z komunikatami dotyczącymi sterowania, a kolejne aktualizacje wprowadzały poprawki systemu sterowania i obsługi kontrolera.

Sama mechanika walki ma jednak pewien potencjał. Ataki nie zużywają staminy, dzięki czemu można być bardziej agresywnym, podczas gdy uniki i obrona wymagają odpowiedniego zarządzania zasobami.

To podejście sprawia, że walka nie jest typowym systemem „zaatakuj kilka razy i uciekaj”, ale wymaga obserwowania przeciwnika i odpowiedniego reagowania.

Kamera i efekty wizualne nie zawsze pomagają

Jednym z elementów, który potrafi utrudnić starcia, jest kamera.

Podczas walk z większą liczbą przeciwników lub w bardziej zamkniętych miejscach perspektywa nie zawsze zachowuje się w przewidywalny sposób. Problemy z kamerą były również wskazywane przez inne recenzje gry, szczególnie podczas walk w ciasnych przestrzeniach.

Do tego dochodzą liczne efekty wizualne. W bardziej intensywnych starciach ich nagromadzenie może utrudnić obserwowanie przeciwnika i jego ataków.

System staggera również nie zawsze daje tak satysfakcjonujący efekt, jakiego można oczekiwać. Po przełamaniu przeciwnika nie zawsze otrzymujemy spektakularną możliwość wykonania mocnego ataku. Często walka po prostu przechodzi w kolejną fazę zadawania obrażeń.

Nie oznacza to, że system walki jest nieudany. Ma kilka interesujących założeń, ale zabrakło mu odpowiedniego dopracowania.

Rozwój postaci bez klasycznych poziomów

System progresji jest jednym z ciekawszych pomysłów The Relic: First Guardian.

Nie ma tutaj klasycznych poziomów doświadczenia. Zamiast tego rozwijamy poszczególne rodzaje broni poprzez drzewa umiejętności, a dodatkowe możliwości otrzymujemy dzięki reliktom.

Relikty pozwalają zmieniać sposób działania postaci i tworzyć różne konfiguracje. To zdecydowanie jeden z elementów, który daje graczowi pewną swobodę eksperymentowania.

Podczas rozgrywki udało mi się stworzyć kilka kombinacji, które rzeczywiście pasowały do mojego stylu gry. System nie jest przesadnie skomplikowany, ale potrafi zachęcić do testowania różnych rozwiązań.

Uważaj, na co wydajesz złoto

Gorzej wypada komunikacja dotycząca niektórych elementów progresji.

Przykładem jest możliwość zwiększenia maksymalnego poziomu zdrowia za odpowiednią ilość złota. Gra nie zawsze jasno informuje, że część takich ulepszeń jest ograniczona.

To niewielki element, ale pokazuje szerszy problem z interfejsem i przekazywaniem informacji graczowi.

Ekonomia nie zawsze zachęca do eksploracji

Ekonomia gry jest jednym z mniej przekonujących elementów.

Duża część aktywności nagradza gracza złotem. Znajdziemy je u przeciwników, w skrzyniach oraz podczas eksploracji dodatkowych ścieżek.

Na początku ma to znaczenie, ponieważ pieniądze można wykorzystać do rozwoju postaci. Z czasem jednak, po odblokowaniu interesujących nas umiejętności, złoto zaczyna mieć mniejsze znaczenie.

Relikty są tutaj ważnym wyjątkiem. Ich zdobywanie faktycznie może zachęcać do zaglądania w mniej oczywiste miejsca.

Mimo to system nagród mógłby oferować większą różnorodność, aby eksploracja była bardziej satysfakcjonująca również w późniejszej części gry.

Ponad 80 bossów

Twórcy chwalą się liczbą ponad 80 bossów.

To bez wątpienia jedna z najbardziej charakterystycznych cech produkcji. Tak duża liczba starć robi wrażenie na papierze i zapewnia sporo zawartości.

Problem polega na tym, że sama liczba nie gwarantuje różnorodności.

Niektóre walki potrafią być interesujące, szczególnie gdy przeciwnik wymaga zmiany podejścia lub odpowiedniego wykorzystania reliktów. Inne są mniej zapadające w pamięć.

Ostatecznie liczba bossów jest dużym atutem ilościowym, ale nie wszystkie starcia mają taką samą siłę oddziaływania.

Jak The Relic: First Guardian działa na Xbox Series X?

Wersja, którą testowałem, działała na Xbox Series X.

Tutaj warto oddzielić problemy znane z pierwszej wersji PS5 od aktualnego wydania na konsolę Microsoftu. Nie wszystkie wcześniejsze zarzuty dotyczące wydajności można bezpośrednio przenieść na Xboxa.

Wersja Xbox również nie jest wolna od problemów technicznych. W trakcie rozgrywki można natknąć się na spadki płynności, błędy, przenikanie postaci przez elementy otoczenia czy sytuacje, w których boss zachowuje się nieprawidłowo. Niezależna recenzja wersji Xbox również odnotowała problemy z wydajnością, crashe i błędy związane z otoczeniem.

Jednocześnie dostępne testy wersji Xbox wskazują, że stabilność obrazu została poprawiona względem problemów obserwowanych wcześniej na PS5. Nie byłoby więc uczciwe określać wersji Xbox jako doświadczenia z permanentnymi spadkami FPS.

To nadal nie jest technicznie bezproblemowa produkcja, ale sytuacja jest bardziej złożona niż sugerowałaby wersja recenzji oparta wyłącznie na doświadczeniach z PS5.

Arsiltus ma klimat, ale nie zawsze zachwyca szczegółami

Świat gry został spowity gęstą mgłą, co dobrze pasuje do mrocznego charakteru produkcji.

Arsiltus potrafi wyglądać interesująco, szczególnie podczas przemierzania lokacji z deszczem, ogniem, bagnami czy ruinami. Xboxowa wersja również zachowuje ten charakterystyczny, ponury styl.

Jednocześnie jakość wizualna nie zawsze jest równa. Tekstury potrafią być rozmyte, a niektóre elementy otoczenia nie prezentują się szczególnie szczegółowo.

Powtarzalność części lokacji również ogranicza poczucie odkrywania czegoś zupełnie nowego.

Z drugiej strony półotwarta struktura świata daje pewną swobodę i pozwala zaglądać do różnych budynków, ruin czy jaskiń. Dla części graczy właśnie eksploracja może być jednym z bardziej interesujących elementów gry.

Interfejs i dźwięk

Interfejs nie zawsze jest równie czytelny. Tekst potrafi być mały, a niektóre informacje dotyczące mechaniki mogłyby być przedstawione w bardziej jednoznaczny sposób.

Warto jednak zaznaczyć, że twórcy w kolejnych aktualizacjach poprawiali elementy interfejsu, w tym czytelność tekstu i układ informacji.

Audio wypada bardziej nierówno.

Z jednej strony mroczna muzyka i efekty dźwiękowe dobrze pasują do świata gry. Recenzja wersji Xbox również zwracała uwagę na mocną stronę oprawy audio.

Z drugiej strony zdarzają się problemy z balansem głośności czy brakującymi elementami dźwiękowymi. Część z nich była już poprawiana w aktualizacjach.

To kolejny przykład tego, że The Relic: First Guardian jest produkcją rozwijaną i poprawianą już po premierze.

Podsumowanie

The Relic: First Guardian to gra, która ma kilka naprawdę interesujących pomysłów, ale nie wszystkie zostały doprowadzone do odpowiedniego poziomu.

System reliktów daje możliwość tworzenia własnych konfiguracji, nietypowy system staminy zmusza do innego podejścia do walki, a ponad 80 bossów zapewnia dużą ilość potencjalnych starć.

Jednocześnie problemy z kamerą, nierównym wykonaniem technicznym, błędami, powtarzalnością części elementów oraz mniej satysfakcjonującą ekonomią sprawiają, że trudno mówić o w pełni dopracowanym doświadczeniu.

W przypadku Xbox Series X sytuacja jest jednak nieco bardziej pozytywna niż sugerowałaby pierwotna wersja tej recenzji. Wydajność została poprawiona względem problemów obserwowanych przy premierze na PS5, choć nadal można trafić na błędy i problemy techniczne.

Warto też pamiętać, że gra otrzymała już kilka dużych aktualizacji, które poprawiały m.in. sterowanie, interfejs, dźwięk, zachowanie NPC-ów, stabilność oraz różne elementy rozgrywki.

Ostatecznie The Relic: First Guardian przypomina produkcję z ciekawym fundamentem, która potrzebowała jeszcze trochę czasu na dopracowanie. Nie jest to klasyczny Soulslike, a bardziej action RPG wykorzystujące wybrane rozwiązania tego gatunku.

Przy obecnej cenie £29,99 próg wejścia jest zdecydowanie niższy niż w momencie premiery. To również zmienia kontekst całej produkcji. Zamiast oczekiwać wysokobudżetowego RPG-a pozbawionego problemów technicznych, otrzymujemy ambitną, momentami nierówną grę akcji, która ma kilka własnych pomysłów, ale nadal wymaga od gracza zaakceptowania pewnych niedoskonałości.

The Relic: First Guardian nie jest produkcją pozbawioną wad, ale wersja Xbox Series X nie powinna być oceniana wyłącznie przez pryzmat problemów zgłaszanych przy premierze na PS5. Dla osób zainteresowanych mrocznymi action RPG-ami i nietypowym systemem rozwoju może być interesującą propozycją, szczególnie po obniżce ceny i kolejnych aktualizacjach.