Carl Pei, szef Nothing, opublikował na X długi tekst zatytułowany „Toolmakers”. To jego wizja tego, dokąd zmierza sztuczna inteligencja i dlaczego cała branża może szukać przełomu w złym miejscu. Najciekawsze jest jednak na samym końcu: pierwszy produkt AI Nothing zadebiutuje już w przyszłym miesiącu, czyli w grudniu. Nie będzie miał nowego ekranu, a jak pisze sam Pei, „nie mógłby być po prostu aplikacją”.

Pierwszy produkt AI Nothing – co wiemy?
Niewiele, i to celowo. Pei opisuje urządzenie jako narzędzie, ale zbudowane z charakterem i dbałością o detale, z których znane są produkty Nothing. Wiemy trzy rzeczy:
- premiera w przyszłym miesiącu – to pierwszy sprzęt Nothing projektowany od początku pod AI,
- brak nowego ekranu – urządzenie nie dokłada kolejnego wyświetlacza do naszego życia,
- to nie aplikacja – tego, co ma robić, nie dało się zamknąć w oprogramowaniu na telefon.
Nazwy, ceny ani dokładnej daty premiery Nothing jeszcze nie podało. Firma pokazała za to grafikę z napisem „Coming Soon”, na której widać fragment ciemnego, matowego przedmiotu z zaokrąglonym rogiem. Tyle. Resztę trzeba wyczytać z tekstu Peia.
„Moment iPhone’a” dla AI? Za wcześnie
Pei podważa obecny wyścig na „nowe przełomowe urządzenie konsumenckie AI”. Jego zdaniem szukanie iPhone’a dla sztucznej inteligencji dzisiaj to ślepa uliczka. iPhone był zwieńczeniem dekad innowacji napędzanych produktywnością – od pagerów i pierwszych telefonów komórkowych po smartfony. AI jest dopiero na początku tej drogi.
Dlatego według szefa Nothing przez najbliższe lata AI pozostanie przede wszystkim technologią do pracy. Tak było z komputerami osobistymi i komórkami – najpierw trafiały do biur, dopiero potem do mas. Narzędzia do pracy mają zbudować fundament pod powszechne korzystanie z AI.
Największy problem AI? Brak kontekstu
To chyba najciekawsza teza całego tekstu. Modele i agenci AI są coraz mądrzejsi, ale wciąż bardzo mało wiedzą o naszym codziennym życiu. Nawet jeśli podepniemy do nich skrzynkę mailową, kalendarz i firmowe komunikatory, i tak musimy tłumaczyć tło i kontekst sytuacji. Kto pracuje z czatbotami na co dzień, wie, ile czasu schodzi na same wyjaśnienia.
Pei przekonuje, że kontekst nie mieszka w oknie czatu. Jest w narzędziach, z których korzystamy i które nosimy przy sobie, a także w rozmowach, pomysłach i doświadczeniach. Jeśli AI dostanie do niego dostęp, stanie się dużo bardziej pomocna i proaktywna. I tu chyba leży klucz do zagadki grudniowej premiery – urządzenie bez ekranu, które pomaga AI zrozumieć nasz dzień. Ale to już moje przypuszczenie, nie oficjalna informacja.
Narzędzia do pracy też mogą być piękne
Pei nie zgadza się też z tym, że sprzęt do pracy musi stawiać funkcjonalność ponad designem. Przywołuje maszynę do pisania Olivetti Valentine jako przykład, że narzędzie może mieć tyle samo charakteru i kunsztu co ukochana elektronika użytkowa. Biorąc pod uwagę Glyph Interface i przezroczyste obudowy, trudno się dziwić, że akurat Nothing tak to widzi.
Nowa generacja narzędzi AI ma według niego pracować dla ludzi, a nie odwrotnie. Wygrają ci, którzy zdobędą kontekst i zaufanie użytkowników, a przy tym przejmą rutynowe zadania, żebyśmy mogli skupić się na pracy twórczej i strategicznej. Nothing uważa, że ma tu przewagę: sprzęt i oprogramowanie pod jednym dachem, rozpoznawalny język projektowania i dziesiątki milionów urządzeń w kieszeniach i uszach użytkowników.
Pierwszy produkt AI Nothing – podsumowanie
Nothing przeszło długą drogę od premiery Phone (2a) do sprzętu tworzonego od zera pod AI. Po wpadkach Humane AI Pin i Rabbit R1 Carl Pei wyraźnie studzi emocje – nie obiecuje rewolucji, tylko narzędzie do pracy. Brzmi rozsądnie. Czy to będzie coś, co faktycznie zechcemy nosić przy sobie, przekonamy się już za kilka tygodni.
Źródło: Carl Pei, „Toolmakers” na X, informacja prasowa Nothing
