Od razu po rozpakowaniu zrobiły na mnie dobre wrażenie. Otwieram pudełko, a tam etui, które wygląda inaczej niż zwykłe pudełko do ładowania.
To chyba pierwsze słuchawki które mają opakowanie z ekranem AMOLED, na którym od razu widzisz wszystko – tryby ANC, poziom baterii, sterowanie AI. Słuchawki same w sobie nie są mikroskopijne, ale jak je włożyłem, to od razu „klik” – siedzą jak ulał, nie wypadają przy ruchu, a pasywna izolacja już na starcie jest rewelacyjna.
No i od razu update oprogramowania. Prosto z pudełka. To dla mnie znak, że Soundcore nie zostawia sprzętu samego sobie, tylko naprawdę go rozwija. Dobre pierwsze wrażenie? Bardzo dobre.
Dźwięk? Dość klasyczny dla popowych modeli – bas jest tu na pierwszym planie, ale nie jest to jakiś duży bałagan. Środek jest wyraźny, a w aplikacji masz tyle opcji personalizacji (w tym HearID, które dopasowuje brzmienie do Twojego słuchu), że spokojnie ogarniesz to pod siebie. Ja na razie zostawiłem preset „R&B” i słucha się świetnie.
ANC 4.0 adaptive? No tu już w ogóle super. W metrze, na ulicy, przy kosiarkach sąsiadów – po prostu odcina świat. To na pewno jedno z najlepszych ANC w tej cenie.
Słuchawki występują też w wersji Pro Max z ogromną dawką AI. Największa petarda to AI Note-Taker – etui samo nagrywa spotkania, rozmowy, wywiady, a potem robi transkrypcję i podsumowanie. I to wszystko za darmo na start. Dla mnie to jest game-changer, bo ja w pracy non stop dyktuję notatki, pomysły, teksty do podcastu. Zamiast później siedzieć i ręcznie transkrybować 40-minutowe nagranie, po prostu wciskam przycisk na etui i mam gotowe podsumowanie z punktami akcji.
Idealnie to trafia w mój styl pracy.
Jakość rozmów? Tu Soundcore robi robotę – naprawdę jest bardzo dobrze. Dzięki 8 mikrofonom i czujnikom drgań kostnych całkowicie eliminuje hałas otoczenia i nie ma tego typowego „mówisz jakbyś był w puszce”. ENC robi robotę na medal. Ten model model ma oficjalny certyfikat Guinness World Records za najwyższą jakość połączeń głosowych.
Bateria? Na razie 6,5 godziny z ANC i około 28 z etui – w zupełności starcza. Szybkie ładowanie też działa jak należy.
Podsumowując pierwsze wrażenia: Liberty 5 Pro to nie są zwykłe słuchawki z ANC. To taki mały kombajn do pracy (w wersji Pro Max), rozrywki i produktywności w jednym. Etui z ekranem, AI, rewelacyjne ANC, super rozmowy i ten update prosto z pudełka – wszystko składa się na sprzęt, który po prostu chce się używać. Trochę funkcji na początku przytłacza, ale jak już ogarniesz aplikację, to czujesz, że masz w kieszeni coś więcej niż tylko audio.
Jak lubicie słuchawki, które nie tylko grają, ale też realnie pomagają w codziennej robocie – to jest bardzo mocny kandydat. Ja jestem na tak na ten moment na tak, ale dajcie mi kilka tygodni na pełny test, szczególnie że czekam jeszcze na wersję Pro Max.
Soundcore Liberty 5 Pro Max cena 899 zl
Soundcore Liberty 5 Pro cena 599 zl

